Z cyklu "jak spierdolić coś, co było naprawdę dobre". Tyle w tym black metalu co dobroduszności w księdzu z wiejskiej parafii. Nie znam powodów odejścia Fulmineusa ale mogę powiedzić jedno: brak tej postaci jest odczuwalny na każdym kroku tejże płyty. Zasada jest bardzo prosta. Po wysoko postawionej poprzeczce za pomocą "Czarciego majestatu", "In nomine satanas", czy chociażby "Black mass" nie można ot tak zjebać sprawy. A taka sytuacja ma miejsce. Wkurwiłem się. Nie będę więcej słuchał. I chuj.
Ocena: 4 Dupcie Maryny (4/10). W zasadzie ta ocena wynika z dobrego warsztatu muzycznego. Nic poza tym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz