niedziela, 4 marca 2012

Supreme Lord "Father Kaos"


Przerwa w publikowaniu postów jak widać nieco się przeciągnęła. Powodów takiego stanu rzeczy było więcej lub mniej i nikt nie chce nad tym się rozwodzić. Idea tego bloga nie umarła, dlatego też uderzamy dziś stalowym młotem pneumatycznym, który skutecznie skruszy mózgi wszystkich śmiertelników zapchane betonem z domieszką ekskrementów. Wszystkie osoby, które śledzą wpisy zapewne zauważyły, że kilka postów niżej znajduje się już ocena jednego albumu Supreme Lord. Ziarenkiem, które zatrzyma Was w tym momencie i zmusi do przeczytania dalszej części tych wypocin niech będzie fakt, że Father Kaos jest w kurwę mocniejsza od poprzedniczki. Bez zbędnego pierdolenia można stwierdzić, że jest to pocisk roku 2011. Wystrzelony raz, leci przez 31 minut i 32 sekundy, drenując mózg w taki sposób, że resztki nie pozostają. Kto się nie zgadza, niech oszczędzi mordercom wszechobecnej chujowizny kłopotu i sam ustawi się pod ścianą celem dokonania szybkiej i skutecznej egzekucji.

Ocena: no kurwa 10 Dupci Maryny! (10/10) - za teksty, warstwę instrumentalną, produkcję, klimat i co najważniejsze za turborozpierdol.

Ps. Na pierwszy ogień w roku 2012 miał iść długograj FDS o wdzięcznym tytule "Nagranie z muzyką naiwną" ale nikt nie chciał podjąć się opisywania tego gówna. No i byłoby nie w porządku tak serwować na sam początek porcję nieporywającego szitu. Pan z Wami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz