Capri Sancti
niedziela, 16 września 2012
Squash Bowels "Grindvirus"
Szesnasty dzień września. Poranne pianie koguta daje znak o tym, że należy już podnieść się z gruzów, które stanowiły niesamowicie przyjemne posłanie. Podrapanie się po głowie i pierwsza próba zebrania myśli w jedną, posiadającą jakikolwiek sens myśl. Dzień jak co dzień. Pobudka, ranne wsłuchiwanie się w jakiegoś rozpierdalatora umysłowego i takie dziwne uczucie pustki. Coś szumi w głowie i ukierunkowuje na pewną rzecz. Ło kurwa blog!
Jeśli któremuś z naszych oddanych fanów przebiegła przez głowę myśl, że umarliśmy... To miał rację. Ostatni wpis datowany jest na 4 marca. Dziś jest 16 września. Jak łatwo obliczyć nie było nas (16 - 4) dwanaście dni. Zgadza się? No pewnie.
Squash Bowels, bo o tym będzie dziś mowa, to piekielny wykurw pomieszany z tanecznym przytupem. Czternaście kompozycji, których nie polecamy słuchać w obecności swoich bliskich. Na pewno nie chcecie rzucić się na swoją kobietę i pożreć ją, wylizując do ostatniej kosteczki soczyste mięsko? No chyba, że kogoś to kręci, to jak najbardziej nie może przejść obojętnie obok "Grindvirus". Światowa klasa goregrindu skomponowana w taki sposób, że mistrz gatunku, jakim jest Fryderyk Chopin, nie powstydziłby się tego tworu. Jeśli ktoś nie wie o czym mowa to niech się zastrzeli albo sięgnie po ten album i popłynie razem z dźwiękami po wzburzonym oceanie gówna. I jeszcze jedna ważna informacja dla niestrudzonych poszukiwaczy sensu w bezkresie istnienia wszechświata. Nie ma w tym szatana, tak więc śmiało możecie słuchać w sobotni wieczór, by w niedzielę z czystym sumieniem uderzyć na imprezkę do kościoła, zwaną dalej sumą. Album idealnie nadający się na dźwięki towarzyszące romantycznej kolacji w zarobaczonej piwnicy, z golonką na talerzu i browarem w kuflu.
Ocena: 8 Dupci Maryny (8/10) gdyż naprawdę kopie po mordzie.
A jutro mamy szczególny dzień.
niedziela, 4 marca 2012
Supreme Lord "Father Kaos"
Przerwa w publikowaniu postów jak widać nieco się przeciągnęła. Powodów takiego stanu rzeczy było więcej lub mniej i nikt nie chce nad tym się rozwodzić. Idea tego bloga nie umarła, dlatego też uderzamy dziś stalowym młotem pneumatycznym, który skutecznie skruszy mózgi wszystkich śmiertelników zapchane betonem z domieszką ekskrementów. Wszystkie osoby, które śledzą wpisy zapewne zauważyły, że kilka postów niżej znajduje się już ocena jednego albumu Supreme Lord. Ziarenkiem, które zatrzyma Was w tym momencie i zmusi do przeczytania dalszej części tych wypocin niech będzie fakt, że Father Kaos jest w kurwę mocniejsza od poprzedniczki. Bez zbędnego pierdolenia można stwierdzić, że jest to pocisk roku 2011. Wystrzelony raz, leci przez 31 minut i 32 sekundy, drenując mózg w taki sposób, że resztki nie pozostają. Kto się nie zgadza, niech oszczędzi mordercom wszechobecnej chujowizny kłopotu i sam ustawi się pod ścianą celem dokonania szybkiej i skutecznej egzekucji.
Ocena: no kurwa 10 Dupci Maryny! (10/10) - za teksty, warstwę instrumentalną, produkcję, klimat i co najważniejsze za turborozpierdol.
Ps. Na pierwszy ogień w roku 2012 miał iść długograj FDS o wdzięcznym tytule "Nagranie z muzyką naiwną" ale nikt nie chciał podjąć się opisywania tego gówna. No i byłoby nie w porządku tak serwować na sam początek porcję nieporywającego szitu. Pan z Wami.
piątek, 25 listopada 2011
Ludzka Stonoga II
--Uwaga! Możliwy spoiler--
Kiedy słońce skrywa się za horyzontem do pracy wstaje on - Martin, pracownik ochrony w podziemnym parkingu. Niby nic szczególnego, robota na nocnej zmianie jak każda inna. Myli się jednak ten, kto nazwie Martina przeciętnym zjadaczem chleba. Jego życie w największym skrócie można przedstawić w sposób nieodbiegający od bohaterów różnych form literackich z okresu romantyzmu. Martin zatracając się w monotonii codziennej pracy nie zapomina o realizowaniu marzeń. Marzenia te (choć dla niektórych mogą wydać się co najmniej dziwne) w całości pochłaniają głównego bohatera, który idąc ścieżkami wyżej wymienionego okresu literackiego ukazuje nam pewną dość powszechnie znaną prawdę. Zdradzić Wam ją? Proszę bardzo. Nieważne jak chujową pracę wykonujesz, nieistotne że jesteś zwykłym pionkiem w machinie współczesnego świata, nie ma znaczenia, że masz traumę z dzieciństwa i znowuż nieistotne, że jesteś samotnikiem dźwigającym na barkach ciężar swojej beznadziejnej egzystencji - najważniejsze byś nigdy nie rezygnował z realizacji swoich marzeń. Takie jest główne przesłanie filmu, a to, że Martin w sposób zupełnie amatorski konstruuje ludzką stonogę poprzez przyklejanie ust kolejnych uczestników tej zabawy do anusków innych, wybijanie młotkiem zębów, napawanie się widokiem rozbryzgiwanego gówna, czy też wycinanie nożem kuchennym kawałków skóry, jest w tym przypadku bez znaczenia. Tom Six podaje wręcz na tacy głębię filmu tak więc nie trzeba się jakoś specjalnie wysilać by zrozumieć o co tak naprawdę chodzi.
Ocena: 8 Dupci Maryny (8/10) - Mimo wszystko dziesiątki nie będzie. Redakcja uznała, że po ostrym naparzaniu łomem w głowę matki Martina - głowa ta powinna odpaść (a nie odpadła), stąd 8 a nie 10.
Kiedy słońce skrywa się za horyzontem do pracy wstaje on - Martin, pracownik ochrony w podziemnym parkingu. Niby nic szczególnego, robota na nocnej zmianie jak każda inna. Myli się jednak ten, kto nazwie Martina przeciętnym zjadaczem chleba. Jego życie w największym skrócie można przedstawić w sposób nieodbiegający od bohaterów różnych form literackich z okresu romantyzmu. Martin zatracając się w monotonii codziennej pracy nie zapomina o realizowaniu marzeń. Marzenia te (choć dla niektórych mogą wydać się co najmniej dziwne) w całości pochłaniają głównego bohatera, który idąc ścieżkami wyżej wymienionego okresu literackiego ukazuje nam pewną dość powszechnie znaną prawdę. Zdradzić Wam ją? Proszę bardzo. Nieważne jak chujową pracę wykonujesz, nieistotne że jesteś zwykłym pionkiem w machinie współczesnego świata, nie ma znaczenia, że masz traumę z dzieciństwa i znowuż nieistotne, że jesteś samotnikiem dźwigającym na barkach ciężar swojej beznadziejnej egzystencji - najważniejsze byś nigdy nie rezygnował z realizacji swoich marzeń. Takie jest główne przesłanie filmu, a to, że Martin w sposób zupełnie amatorski konstruuje ludzką stonogę poprzez przyklejanie ust kolejnych uczestników tej zabawy do anusków innych, wybijanie młotkiem zębów, napawanie się widokiem rozbryzgiwanego gówna, czy też wycinanie nożem kuchennym kawałków skóry, jest w tym przypadku bez znaczenia. Tom Six podaje wręcz na tacy głębię filmu tak więc nie trzeba się jakoś specjalnie wysilać by zrozumieć o co tak naprawdę chodzi.
Ocena: 8 Dupci Maryny (8/10) - Mimo wszystko dziesiątki nie będzie. Redakcja uznała, że po ostrym naparzaniu łomem w głowę matki Martina - głowa ta powinna odpaść (a nie odpadła), stąd 8 a nie 10.
sobota, 8 października 2011
Rekrutacja pracowników
Witam wszystkich po przerwie wynikającej z uzupełnienia składu Caprisancti. Jako, że redakcja otrzymała kilkaset tysięcy zgłoszeń, mogłoby się zdawać, że proces rekrutacji nie będzie miał końca. Na szczęście problem został już rozwiązany, ekipa jest zgrana i pełna zapału do dalszej prześmiewczej pracy.
Kilka słów o samej rekrutacji. Do współpracy zaprosiliśmy setkę osób, spośród których wybraliśmy piątkę. Jak to zrobiliśmy? Otóż daliśmy im do rozwiązania poniższy test oraz zadania:
1. Spędzasz wieczór u przyjaciół i nagle dostrzegasz, że zabrakło herbaty. W tej sytuacji:
a) idziesz do sklepu i kupujesz herbatę
b) idziesz do sklepu i kupujesz litra wódki
c) sugerujesz, że możecie wieczór spędzić bez herbatki
2. Kolega zaprasza Cię na piwo. W tej sytuacji:
a) odmawiasz, mówiąc, że żona czeka w domu
b) zgadzasz się ale tylko na jedno
c) choćby się waliło i paliło, piwa nigdy nie odmówisz
3. Widzisz, że za oknem wstaje już słońce. W tej sytuacji:
a) kładziesz się do łóżka
b) przygotowujesz sobie śniadanie
c) otwierasz kolejne piwo radując się delikatnymi promykami słońca
4. Żona robi Ci wyrzuty z powodu zbyt długiego przesiadywania w redakcji Capri Sancti. W tej sytuacji:
a) przepraszasz ją, tłumacząc, że to się więcej nie powtórzy
b) "milcz dziwko! świat się sam nie podbije!"
c) obiecujesz, że poprawisz się od przyszłego tygodnia
5. Redaktor Naczelny pilnie wzywa Cię do swojego biura. W tej sytuacji:
a) bierzesz ze sobą pół litra, gdyż na sucho konwersacje nie wypadają najlepiej
b) panikujesz, a z tej paniki pocą Ci się dłonie
c) dzwonisz do mamy i mówisz, że to już koniec Twojej kariery
6. Pewnego ranka budzisz się w nieznanym Tobie wcześniej miejscu. W tej sytuacji:
a) opuszczasz mieszkanie w pośpiechu
b) szukasz kogoś żywego w promieniu 20 metrów
c) szukasz resztek alkoholu
7. Dostajesz do rąk nowy album Christ Agony. W tej sytuacji:
a) odkładasz go na półkę, tłumacząc sobie, że przesłuchasz później
b) natychmiast rozpoczynasz jego przesłuchiwanie
c) "ale ja niczego nie zamawiałem"
8. Wyrzucono Cie z pracy. W tej sytuacji:
a) szukasz dalej sensu w bezkresie istnienia wszechświata
b) nadajesz kręgom boskie kształty
c) poszukujesz prawdy ukrytej na biegunach strachu
9. Znajdujesz portfel z pieniędzmi i dokumentami. W tej sytuacji:
a) odsyłasz wszystko pod adres wskazany w dokumentach
b) łatwo przyszło, ławo poszło
c) zostawiasz znalezisko w spokoju
10. Twój najlepszy przyjaciel oznajmia Ci, że jest gejem. W tej sytuacji:
a) tolerujesz to
b) tolerujesz to, odpowiadając mu, że także jesteś gejem
c) uświadamiasz sobie jak w kilka sekund można stracić przyjaciela
11. Zadanie specjalne. Opisz jak wyobrażasz sobie urodziny redakcji Capri Sancti.
Test sprawił wielkie trudności (nie mówiąc już o zadaniu opisowym). Z pełną jednak świadomością ogłaszamy, że rekrutacja zakończyła się sukcesem. Piątka recenzentów spisała się na medal i to oni wkrótce zasypywać będą Was nowymi recenzjami. Tymczasem... Stay Brutal!
Kilka słów o samej rekrutacji. Do współpracy zaprosiliśmy setkę osób, spośród których wybraliśmy piątkę. Jak to zrobiliśmy? Otóż daliśmy im do rozwiązania poniższy test oraz zadania:
1. Spędzasz wieczór u przyjaciół i nagle dostrzegasz, że zabrakło herbaty. W tej sytuacji:
a) idziesz do sklepu i kupujesz herbatę
b) idziesz do sklepu i kupujesz litra wódki
c) sugerujesz, że możecie wieczór spędzić bez herbatki
2. Kolega zaprasza Cię na piwo. W tej sytuacji:
a) odmawiasz, mówiąc, że żona czeka w domu
b) zgadzasz się ale tylko na jedno
c) choćby się waliło i paliło, piwa nigdy nie odmówisz
3. Widzisz, że za oknem wstaje już słońce. W tej sytuacji:
a) kładziesz się do łóżka
b) przygotowujesz sobie śniadanie
c) otwierasz kolejne piwo radując się delikatnymi promykami słońca
4. Żona robi Ci wyrzuty z powodu zbyt długiego przesiadywania w redakcji Capri Sancti. W tej sytuacji:
a) przepraszasz ją, tłumacząc, że to się więcej nie powtórzy
b) "milcz dziwko! świat się sam nie podbije!"
c) obiecujesz, że poprawisz się od przyszłego tygodnia
5. Redaktor Naczelny pilnie wzywa Cię do swojego biura. W tej sytuacji:
a) bierzesz ze sobą pół litra, gdyż na sucho konwersacje nie wypadają najlepiej
b) panikujesz, a z tej paniki pocą Ci się dłonie
c) dzwonisz do mamy i mówisz, że to już koniec Twojej kariery
6. Pewnego ranka budzisz się w nieznanym Tobie wcześniej miejscu. W tej sytuacji:
a) opuszczasz mieszkanie w pośpiechu
b) szukasz kogoś żywego w promieniu 20 metrów
c) szukasz resztek alkoholu
7. Dostajesz do rąk nowy album Christ Agony. W tej sytuacji:
a) odkładasz go na półkę, tłumacząc sobie, że przesłuchasz później
b) natychmiast rozpoczynasz jego przesłuchiwanie
c) "ale ja niczego nie zamawiałem"
8. Wyrzucono Cie z pracy. W tej sytuacji:
a) szukasz dalej sensu w bezkresie istnienia wszechświata
b) nadajesz kręgom boskie kształty
c) poszukujesz prawdy ukrytej na biegunach strachu
9. Znajdujesz portfel z pieniędzmi i dokumentami. W tej sytuacji:
a) odsyłasz wszystko pod adres wskazany w dokumentach
b) łatwo przyszło, ławo poszło
c) zostawiasz znalezisko w spokoju
10. Twój najlepszy przyjaciel oznajmia Ci, że jest gejem. W tej sytuacji:
a) tolerujesz to
b) tolerujesz to, odpowiadając mu, że także jesteś gejem
c) uświadamiasz sobie jak w kilka sekund można stracić przyjaciela
11. Zadanie specjalne. Opisz jak wyobrażasz sobie urodziny redakcji Capri Sancti.
Test sprawił wielkie trudności (nie mówiąc już o zadaniu opisowym). Z pełną jednak świadomością ogłaszamy, że rekrutacja zakończyła się sukcesem. Piątka recenzentów spisała się na medal i to oni wkrótce zasypywać będą Was nowymi recenzjami. Tymczasem... Stay Brutal!
czwartek, 15 września 2011
Po letniej przerwie
Bunkier rozjebunda letnia dobiegła końca, co z przykrością stwierdzamy. Takie są fakty i należy się z tym pogodzić. Tzn. Wy drodzy czytelnicy musicie się z tym pogodzić, bo redakcja bloga urządza sobie właśnie sześćdziesiąty szósty dzień popijawy nad brzegiem oceanu atlantyckiego. Z kilkoma redaktorami musieliśmy się pożegnać, gdyż okazało się, że ich wątroby nie są przystosowane do pracy w takim zespole. Kilku innych zostało pożartych przez rekiny. Dwóch redaktorków z działu "deffff metal" przepadło gdzieś bez wieści, prawdopodobnie utopili się w oceanie. No cóż, takie życie. Nikt nie zamierza oglądać się za nimi, bo w ten sposób wykrystalizował się zespół zdolny do zrecenzowania nawet najgorszego szitu. Kolejna dwójka redaktorzyn przyłapana została na homoseksualnym stosunku płciowym. Na pytanie, dlaczego to zrobili, odpowiedzieli, że się ko****ą - nawet przez palce nie chce przejść nam te słowo. Tak, tak, słusznie się domyślacie, ich już z nami nie ma. Podczas przeprawy przez dżungle w Afryce, jedna z redaktorek porwana została przez jakieś plemię (podobno kanibali). Naczelny i tak chciał ją wyjebać, zatem nikt nie płakał po niej. Kolejna przykra sprawa spotkała całą redakcję podczas nocy dziesiątej błogiej alkoholizacji. Otóż do naszego obozu wkradły się jakieś dziwne człekokształtne stworzenia. Były dosyć duże i czarne jak smoła. Na zębach miały srebro a na szyi wisiały złote łańcuchy. Wszyscy odziani byli w kolorowe dresy. Jeden z redaktorów jest antropologiem, lecz nie potrafił stwierdzić co to za gatunek. Finał tej historii był następujący: kilka ran kłutych, dwie odcięte głowy, cztery połamane kręgosłupy, dziesięć przegryzionych tętnic, rzeka krwi i flaków. Niestety w tej walce straciliśmy jednego swojego.
Jak się słusznie domyślacie, mamy małe braki w redakcji, dlatego oficjalnie rozpoczynamy rekrutacje (szczególnie do działu "deffff metal"). Wymagania nie są jakoś specjalnie wygórowane. Jeżeli:
- masz łeb jak sklep,
- lubisz kolor różowy,
- na śniadanie zjadasz tosta z dżemem,
- stronisz od alkoholu i innych używek,
- najbrzydszym słowem jakim kiedykolwiek wypowiedziałeś było "kurde",
- zawsze pamiętasz o dniu babci i dziadka,
- lubisz wpatrywać się w gwiazdy szukając pomysłu na nową recenzję,
- nie potrafisz przejść obojętnie obok bezdomnego pieska,
- przepuszczasz kobiety w drzwiach,
- na obiad zjadasz sałatkę warzywną,
- lubisz przeglądać się w lustrze,
- myjesz się cześciej niż raz w tygodniu,
- gasisz komputer i sprzęt grający przed 22,
- na widok ładnej kobiety mówisz: "krasa białogłowa",
- skończyłeś super hiper giga ultra renomowaną uczelnie na świecie z wyróżnieniem lecz nie do końca potrafisz obrażać i krytykować,
- jesteś homoseksualny,
- jesteś pracoholikiem,
- wyznajesz zasadę, co masz zrobić jutro zrób teraz,
- emocjonujesz się oglądając golfa lub krykieta,
- w chwilach wolnych czytasz poezję,
- udzielasz się jako wolontariusz w różnych organizacjach społecznych,
- nie grywasz w "wojnę" bo nie lubisz hazardu,
- wstajesz z łóżka przed południem a kładziesz się przed północą,
- nie możesz zasnąć bo nie umyłeś zębów,
- prasujesz ubrania,
- sprzątasz po sobie,
- nie słuchasz głośnej muzyki bo od tego boli głowa i można zniszczyć sobie słuch,
TO BARDZO NAM PRZYKRO ALE NIE PASUJESZ DO NAS.
Czekamy na Wasze zgłoszenia.
Ps. W sieci dostępny jest nowy kawałek Vomit War z demówki "Egzorcyzm I". I chociaż jest krótki - kopie po twarzy.
Jak się słusznie domyślacie, mamy małe braki w redakcji, dlatego oficjalnie rozpoczynamy rekrutacje (szczególnie do działu "deffff metal"). Wymagania nie są jakoś specjalnie wygórowane. Jeżeli:
- masz łeb jak sklep,
- lubisz kolor różowy,
- na śniadanie zjadasz tosta z dżemem,
- stronisz od alkoholu i innych używek,
- najbrzydszym słowem jakim kiedykolwiek wypowiedziałeś było "kurde",
- zawsze pamiętasz o dniu babci i dziadka,
- lubisz wpatrywać się w gwiazdy szukając pomysłu na nową recenzję,
- nie potrafisz przejść obojętnie obok bezdomnego pieska,
- przepuszczasz kobiety w drzwiach,
- na obiad zjadasz sałatkę warzywną,
- lubisz przeglądać się w lustrze,
- myjesz się cześciej niż raz w tygodniu,
- gasisz komputer i sprzęt grający przed 22,
- na widok ładnej kobiety mówisz: "krasa białogłowa",
- skończyłeś super hiper giga ultra renomowaną uczelnie na świecie z wyróżnieniem lecz nie do końca potrafisz obrażać i krytykować,
- jesteś homoseksualny,
- jesteś pracoholikiem,
- wyznajesz zasadę, co masz zrobić jutro zrób teraz,
- emocjonujesz się oglądając golfa lub krykieta,
- w chwilach wolnych czytasz poezję,
- udzielasz się jako wolontariusz w różnych organizacjach społecznych,
- nie grywasz w "wojnę" bo nie lubisz hazardu,
- wstajesz z łóżka przed południem a kładziesz się przed północą,
- nie możesz zasnąć bo nie umyłeś zębów,
- prasujesz ubrania,
- sprzątasz po sobie,
- nie słuchasz głośnej muzyki bo od tego boli głowa i można zniszczyć sobie słuch,
TO BARDZO NAM PRZYKRO ALE NIE PASUJESZ DO NAS.
Czekamy na Wasze zgłoszenia.
Ps. W sieci dostępny jest nowy kawałek Vomit War z demówki "Egzorcyzm I". I chociaż jest krótki - kopie po twarzy.
piątek, 10 czerwca 2011
Supreme Lord "X99.9"
Kilka niepoważnych postów poniżej skłoniło redakcje do napisania czegoś z pełną powagą. Bez zbędnego pierdolenia można powiedzieć tylko tyle, że Supreme Lord to kapela sroga z równie srogim materiałem jaki prezentują na X99.9. W zasadzie można to ująć jeszcze inaczej. Kapelę tworzy członek Witchmastera - Reyash. Tyle w temacie. Żadnego technicznego pitolenia, siara, bród i zapach stęchłej, ciemnej piwnicy. Czyli tak, jak powinien brzmieć death metal najwyższych lotów.
Ocena: 9 Dupci Maryny (9/10)
środa, 25 maja 2011
Black metal
-Pisane pod wpływem redaktora naczelnego, który niebawem ma opuścić szpital psychiatryczny-
Szoł mast goł on. Black metal to taki gatunek muzyczny, który różni się od innych gatunków większą częstotliwością słowa "szatan" w tekstach. Ale do rzeczy. Musicie wiedzieć, że nasz kurwidołek (zwany dalej Polską aka Meksykiem Europy) posiada wiele liczących się na światowej scenie zespołów metalowych. A skoro są zespoły na szczycie, szanowane przez wszelkiej maści metalheadsów to i musi być srogie podziemie. Zmierzając do tematu przewodniego - black metalu. Czarna odmiana siedzi w podziemiu i ma się dobrze. A w zasadzie miała się dobrze. Od jakiegoś czasu dość popularne stało się powstawanie kapel z dupy wziętych, które nim coś nagrają to stworzą najpierw swoją stronę na gejspejsie, nadadzą sobie kretyńskie pseudonimy i przede wszystkim wymyślą tak pojebaną nazwę, że odechciewa się śmiać albo płakać. Kolejna frustrująca sprawa - fani. Przeglądając wszelkie fora metalowe naprawdę człowiek ma ochotę strzelić sobie w głowę. Kolejni użytkownicy prześcigają się jedynie w tym, kto ma super trve andergrandową kasetę albo płytę z dupy wziętego i gówno znaczącego zespołu. Szokuje? Nie tak, jak podejście trve prawdziwków do ściągania albumów. Proszę Was drodzy Czytelnicy, wyjaśnijcie nam jedną rzecz. Otóż tak. Skoro blek metalowcy propagują w swoich tekstach zło, grzech, szatana, to jakim prawem głoszą byśmy kupowali płyty a nie ściągali z internetu? Ściąganie to podobno kradzież - czyli zło - dzieło szatana. Skrajna hipokryzja? Oczywiście nie można powiedzieć tego o wszystkich kapelach ale zauważa się ten trend wzrostowy na lansowanie beznadziejnych materiałów, które nie powinny opuścić głów pseudograjków. Nie silimy się na bycie "trve", jedynie dostrzegamy problem. Tyle w temacie.
Szoł mast goł on. Black metal to taki gatunek muzyczny, który różni się od innych gatunków większą częstotliwością słowa "szatan" w tekstach. Ale do rzeczy. Musicie wiedzieć, że nasz kurwidołek (zwany dalej Polską aka Meksykiem Europy) posiada wiele liczących się na światowej scenie zespołów metalowych. A skoro są zespoły na szczycie, szanowane przez wszelkiej maści metalheadsów to i musi być srogie podziemie. Zmierzając do tematu przewodniego - black metalu. Czarna odmiana siedzi w podziemiu i ma się dobrze. A w zasadzie miała się dobrze. Od jakiegoś czasu dość popularne stało się powstawanie kapel z dupy wziętych, które nim coś nagrają to stworzą najpierw swoją stronę na gejspejsie, nadadzą sobie kretyńskie pseudonimy i przede wszystkim wymyślą tak pojebaną nazwę, że odechciewa się śmiać albo płakać. Kolejna frustrująca sprawa - fani. Przeglądając wszelkie fora metalowe naprawdę człowiek ma ochotę strzelić sobie w głowę. Kolejni użytkownicy prześcigają się jedynie w tym, kto ma super trve andergrandową kasetę albo płytę z dupy wziętego i gówno znaczącego zespołu. Szokuje? Nie tak, jak podejście trve prawdziwków do ściągania albumów. Proszę Was drodzy Czytelnicy, wyjaśnijcie nam jedną rzecz. Otóż tak. Skoro blek metalowcy propagują w swoich tekstach zło, grzech, szatana, to jakim prawem głoszą byśmy kupowali płyty a nie ściągali z internetu? Ściąganie to podobno kradzież - czyli zło - dzieło szatana. Skrajna hipokryzja? Oczywiście nie można powiedzieć tego o wszystkich kapelach ale zauważa się ten trend wzrostowy na lansowanie beznadziejnych materiałów, które nie powinny opuścić głów pseudograjków. Nie silimy się na bycie "trve", jedynie dostrzegamy problem. Tyle w temacie.
wtorek, 24 maja 2011
My Infinite Kingdom "Ecstasies Over Dreaming Lady"
Plum plum, arrrghh, plum plum, arrrghh - w bardzo dużym skrócie można tak opisać ten album. Jednak drżyjcie narody i na pal nadziejcie każdego, kto śmiałby w ten sposób podsumować dzieło Mojego Nieskończonego Królestwa. Ekstazy Panienki to rzadko spotykany twór, w którym klawisze nie nudzą i przede wszystkim nie nadają cukierkowego smaku podczas odsłuchiwania. Wokal na plus, klawisze na ogromny plus, gitary także trzymają poziom zatem nie słuchajcie ot tak, a studiujcie każdy dźwięk z osobna. Ocena będzie wysoka bo po prostu taka musi być.
Ocena: 8 Dupci Maryny (8/10)
Tym oto postem wracamy do poprzedniej formy bloga. (Naczelny przesyła wszystkim czytelnikom pozdrowienia ze szpitala psychiatrycznego).
niedziela, 22 maja 2011
Koniec świata
Nie będzie to bynajmniej recenzja jakiegoś albumu zespołu pod nazwą Koniec Świata, a jedynie zwrócenie uwagi na pewien problem, który w ostatniej dekadzie dość często jest poruszany. Chcemy wyrazić swój niepokój związany z końcem świata. Jeden miał się odbyć wczoraj, z kolei inny jest zapowiadany na przyszły rok, bo komuś tam skończył się tusz do pisania i nie zanotował kolejnej części kalendarza. I zapewne rozczarujemy Was nieco ale końca świata w przyszłym roku nie będzie. Będzie jeszcze w tym! Nasz redaktor naczelny w trakcie ostatniego wieczorku poetyckiego zakrapianego herbatą i słonymi paluszkami, zwymiotował na stół. Vomity ułożyły się w dziwną treść, która brzmiała mniej więcej tak: "06 06 Anno Satana 2011 um 6 Uhr!" Wyrazy twarzy wszystkich zgromadzonych były co najmniej dziwne. Szybko jednak doszliśmy do wniosku, że rzygi czasami lubią płatać figla. Inaczej ma się sprawa z drugą przepowiednią tego dnia... Naczelny wybrał się z wizytą do toalety, która zmieniła się w salwę krzyku i bliżej nieokreślonego jęku. Zaciekawieni i przede wszystkim przerażeni spojrzeliśmy do muszli. Z ekskrementów głównego redaktora ułożył się napis treści: "Dnia tego, o godzinie tej, płomień strawi ziemię i pozostawi po sobie jedynie zgliszcza. Koniec nadejdzie z wielkich miast tego świata. Jedno miejsce na planecie płaczu i skowytu pozostanie nietknięte. Tam zacznie się nowe życie, na nowy wzór i Ty zajmiesz miejsce w nowej hierarchii na szczeblu najwyższym. Posiądziesz białogłowę z rodu starego, przywdziejesz płaszcz nocy, laską w dłoni będziesz wytyczał nowe ścieżki. Oczyścisz pozostałe umysły z błota i wszelkich nieczystości, wskażesz naturę jako bóstwo, któremu cześć należy oddawać. Warunkiem przetrwania będzie podporządkowanie się siłom natury. Inaczej płomień koloru nieznanego temu światu strawi i ten zakątek. Pozostanie Was liczba 666. Wykreujecie świat dotąd ludziom nieznany." Po odczytaniu tego zamarliśmy, a przed naszym naczelnym stanęło naprawdę spore wyzwanie, gdyż jak na razie przebywa na oddziale intensywnej opieki medycznej w szpitalu psychiatrycznym, w mało sympatycznym białym odzieniu z paskiem na plecach. Niech ta historia chociaż na moment zmusi Was do życiowej refleksji.
środa, 18 maja 2011
I coś od naszych fanów.
Dzień dobry. Tu redaktor naczelny, macie zatem niebywałą okazję czytać słowa guru, zatem proszę o skupienie. W Capri Sancti doszło do kuriozalnej sytuacji. Otóż poziom rozleniwienia redaktorów osiągnął taki poziom, że potrzebny był bodziec zewnętrzny bym pogonił tych nierobów do napisania jakiejś notki. Jakie były tego efekty? zobaczcie sami.
Dziś zaprezentujemy Wam nieco inną stronę naszej działalności. Często wspominaliśmy o tym, że jesteśmy zasypywani mejlami od fanów. Chcielibyśmy zatem przytoczyć kilka z nich, byście nie myśleli, że ściemniamy (oczywiście publikujemy je za zgodą właścicieli). I w ten oto sposób... pisze do nas
Eryk z Wrocławia, wiek 32:
"Niesamowity blog, niesamowite przemyślenia, cudowne opisy, niesamowicie skomponowane opinie, nie mogę oderwać wzroku od tego bloga!"
Poleciało trochę wazelinką ale musicie nam wierzyć, że nie możemy się odpędzić od takich listów.
Ania z Warszawy, wiek 24 (pisownia oryginalna):
"Wasz blok sprawił rze moje rzycie stało sie lepsze. Napisałam prace magisterskom na temat fenomenu waszej strony, na kierónku polonistyka. Teraz jusz wiem rze napewno zostane magistrem. Dzienkuje Wam za to rze jestescie ze mna <3 "
Takie opinie są zawsze "budujonce"...
Mboma z plemienia Zulusów, (gdzieś w Afryce), wiek nieznany:
"Wasz blog świetna. Dzięki niemu moje życie mieć nowy sens"
Nie przypuszczaliśmy, że nasz przekaz dociera także do Afryki!
Roman z Poznania, wiek 43:
"Dobre z Was bauery. Piszecie w taki sposób, że nie można bręczeć. Uwielbiam czytać Wasze posty. Szczególnie kiedy się bacham lub jadę bimbajem. Zakładam moje blyce, biorę chaps chabasa, odpalam ćmika i mówię do mojego brachola żeby mi nie przeszkadzał bo chce w spokoju poczytać. Istny brachol czasami razem ze mną czyta i wtedy razem się kielczymy. Na co dzień chapam, ale jeśli kiedykolwiek będziecie w Poznaniu to u mnie zawsze znajdą się dla Was jakieś szagówki, szabel albo szneka z glancem. Pozdrowienia dla całej redakcji!"
(???) Nawet google translator nam nie pomógł.
Marek z Lublina, wiek 21
"Jeżeli nie macie swoich dziewczyn to ja z chęcią Wam je zastąpie. Oddam się każdemu redaktorowi! A dla naczelnego czeka wyjątkowa niespodzianka:* "
Nas zebrało na wymioty...
Czasami zdarzają się bardziej ambitne twory. Nasz wierny fan napisał specjalnie dla nas wierszyk.
Michaś z Michałowic, wiek 16:
"Tam gdzie słońce nie dochodzi
Capri Sancti się narodził.
Pisze posty i pościki
U szatana ma swe wtyki.
Każdy czytelnik się tym jara
Zamiast napić się browara.
I taka nachodzi mnie ochota
by powiedzieć, że naczelny to idiota."
Czyż ten zdolny młodzieniec nie jest słodki? Wiecie co z nim zrobić?!
I to na tyle jeśli chodzi o Waszą twórczość. Pozdrowienia od całej redakcji dla poszukiwaczy sensu w bezkresie istnienia wszechświata.
Dziś zaprezentujemy Wam nieco inną stronę naszej działalności. Często wspominaliśmy o tym, że jesteśmy zasypywani mejlami od fanów. Chcielibyśmy zatem przytoczyć kilka z nich, byście nie myśleli, że ściemniamy (oczywiście publikujemy je za zgodą właścicieli). I w ten oto sposób... pisze do nas
Eryk z Wrocławia, wiek 32:
"Niesamowity blog, niesamowite przemyślenia, cudowne opisy, niesamowicie skomponowane opinie, nie mogę oderwać wzroku od tego bloga!"
Poleciało trochę wazelinką ale musicie nam wierzyć, że nie możemy się odpędzić od takich listów.
Ania z Warszawy, wiek 24 (pisownia oryginalna):
"Wasz blok sprawił rze moje rzycie stało sie lepsze. Napisałam prace magisterskom na temat fenomenu waszej strony, na kierónku polonistyka. Teraz jusz wiem rze napewno zostane magistrem. Dzienkuje Wam za to rze jestescie ze mna <3 "
Takie opinie są zawsze "budujonce"...
Mboma z plemienia Zulusów, (gdzieś w Afryce), wiek nieznany:
"Wasz blog świetna. Dzięki niemu moje życie mieć nowy sens"
Nie przypuszczaliśmy, że nasz przekaz dociera także do Afryki!
Roman z Poznania, wiek 43:
"Dobre z Was bauery. Piszecie w taki sposób, że nie można bręczeć. Uwielbiam czytać Wasze posty. Szczególnie kiedy się bacham lub jadę bimbajem. Zakładam moje blyce, biorę chaps chabasa, odpalam ćmika i mówię do mojego brachola żeby mi nie przeszkadzał bo chce w spokoju poczytać. Istny brachol czasami razem ze mną czyta i wtedy razem się kielczymy. Na co dzień chapam, ale jeśli kiedykolwiek będziecie w Poznaniu to u mnie zawsze znajdą się dla Was jakieś szagówki, szabel albo szneka z glancem. Pozdrowienia dla całej redakcji!"
(???) Nawet google translator nam nie pomógł.
Marek z Lublina, wiek 21
"Jeżeli nie macie swoich dziewczyn to ja z chęcią Wam je zastąpie. Oddam się każdemu redaktorowi! A dla naczelnego czeka wyjątkowa niespodzianka:* "
Nas zebrało na wymioty...
Czasami zdarzają się bardziej ambitne twory. Nasz wierny fan napisał specjalnie dla nas wierszyk.
Michaś z Michałowic, wiek 16:
"Tam gdzie słońce nie dochodzi
Capri Sancti się narodził.
Pisze posty i pościki
U szatana ma swe wtyki.
Każdy czytelnik się tym jara
Zamiast napić się browara.
I taka nachodzi mnie ochota
by powiedzieć, że naczelny to idiota."
Czyż ten zdolny młodzieniec nie jest słodki? Wiecie co z nim zrobić?!
I to na tyle jeśli chodzi o Waszą twórczość. Pozdrowienia od całej redakcji dla poszukiwaczy sensu w bezkresie istnienia wszechświata.
czwartek, 5 maja 2011
Do naszych fanów
Krótka odezwa do naszych fanów.
Wiemy, że niepokoicie się sytuacją Caprisancti. Na naszej skrzynce mejlowej zabrakło już miejsca na listy od Was. To był dla nas sygnał, że sytuacja jest co najmniej tragiczna. Dlatego też kierujemy te słowa prosząc jednocześnie byście zadziałali w tej sprawie. Od teraz prosimy byście wszelkie prośby kierowali do kierownictwa sieci Biedronka ze szczególnym naciskiem na podwyższenie ceny alkoholi. Tylko w ten sposób będziemy mogli skupić się na zaspokajaniu Waszych pragnień czytania tego zacnego bloga. Spożywanie wódki marki markowej, z półki zlokalizowanej nieco niżej niż artykuły pierwszej potrzeby, wpływa niekorzystnie na ustroje redaktorów. Szare komórki powoli stają się czarne, dym leniwie unosi się z popielniczki, myśli w jednolitym kolorze nabierają barw tęczy, uskok pomiędzy rzeczywistością a własnym światem coraz większy, bla bla bla. Wiadomo o co chodzi.
I jeszcze jedna bardzo istotna sprawa. Nie będziemy czytać waszych CV. Nie interesuje nas, że skończyliście studia na "Oksfordzie" czy innym uniwersytecie za granicą. Żeby być Capri Sancti, trzeba mieć to coś, czego do życiorysu nie da się wpisać. Innymi słowy, dział redaktorów i tak pęka w szwach, (co zresztą widać po intensywnym publikowaniu postów).
Kilka słów do Heavy Metal Warrior: Blog nie lubi stać bezczynnie :p
Dziś (5 maja) obchodzone jest w Kirgistanie święto konstytucji. Wszystkim Kirgistańczykom redakcja składa życzenia z okazji tego święta i przesyła gońcem bukiet pięknych polskich maków polnych do Waszej ambasady w Pcimiu Dolnym.
Wiemy, że niepokoicie się sytuacją Caprisancti. Na naszej skrzynce mejlowej zabrakło już miejsca na listy od Was. To był dla nas sygnał, że sytuacja jest co najmniej tragiczna. Dlatego też kierujemy te słowa prosząc jednocześnie byście zadziałali w tej sprawie. Od teraz prosimy byście wszelkie prośby kierowali do kierownictwa sieci Biedronka ze szczególnym naciskiem na podwyższenie ceny alkoholi. Tylko w ten sposób będziemy mogli skupić się na zaspokajaniu Waszych pragnień czytania tego zacnego bloga. Spożywanie wódki marki markowej, z półki zlokalizowanej nieco niżej niż artykuły pierwszej potrzeby, wpływa niekorzystnie na ustroje redaktorów. Szare komórki powoli stają się czarne, dym leniwie unosi się z popielniczki, myśli w jednolitym kolorze nabierają barw tęczy, uskok pomiędzy rzeczywistością a własnym światem coraz większy, bla bla bla. Wiadomo o co chodzi.
I jeszcze jedna bardzo istotna sprawa. Nie będziemy czytać waszych CV. Nie interesuje nas, że skończyliście studia na "Oksfordzie" czy innym uniwersytecie za granicą. Żeby być Capri Sancti, trzeba mieć to coś, czego do życiorysu nie da się wpisać. Innymi słowy, dział redaktorów i tak pęka w szwach, (co zresztą widać po intensywnym publikowaniu postów).
Kilka słów do Heavy Metal Warrior: Blog nie lubi stać bezczynnie :p
Dziś (5 maja) obchodzone jest w Kirgistanie święto konstytucji. Wszystkim Kirgistańczykom redakcja składa życzenia z okazji tego święta i przesyła gońcem bukiet pięknych polskich maków polnych do Waszej ambasady w Pcimiu Dolnym.
środa, 9 marca 2011
Dawid Kornaga "Gangrena"
Witamy po dość długiej przerwie. Nie będziemy tłumaczyć naszej nieobecności ale pragniemy wyrazić prośbę do naszych fanów - przede wszystkim płci żeńskiej. Prosimy nie zasypywać naszej skrzynki mejlowej Waszymi nagimi zdjęciami z prośbą o nowe posty - to nie przyspieszy twórczego procesu a może jedynie znacznie go opóźnić.
Wracając do tematu przewodniego chcemy dziś zaprezentować Wam pewną książkę. Nie róbcie oczu jak pięć złotych - zdarza się nam czytać. Oddajemy głos czytelnikowi.
Zabierając się do napisania małego co nieco o tym, przyznam, że musiałem zerknąć co sądzą o tej książce inni czytelnicy. Pierwszy raz chyba zdarza mi się zgodzić z dziennikarzem Gówna Prawdy (Gazety Wyborczej) - ta książka jest zwyczajnie mdła. Zastanawiam się nad pozwaniem do sądu autora tego czegoś, za to że zmarnował część mojego życia na przeczytanie "Gangreny".
Elementy świata przedstawionego w Gangrenie:
- czas i miejsce akcji: wagina, odbyt, usta o każdej porze dnia i nocy;
- bohaterowie: fallus (łac. phallus).
Tak moi drodzy. Książka opowiada o perypetiach kutacza. W zasadzie autor popisał się tutaj niesamowitymi zdolnościami personifikacji męskiego narządu rozrodczego bohatera, co nie zmienia faktu, że zrobił to w sposób nieudolny. Zapewne celem nadrzędnym było stworzenie książki obrzydliwej do granic możliwości, o której będą grzmiały wszelkie organizacje kościelne, wpisując ją na listę tworów zakazanych. Czegoś takiego Gangrena nie doświadczyła.
I kilka słów o treści na okładce. "Dawid Kornaga jest skłonny do depresji". Rozumiem, że to miał być taki zabieg usprawiedliwiający nieco te wypociny.
Ocena będzie jednostkowa, gdyż nie znam całej twórczości Kornagi.
Ocena: 0 Dupci Maryny (na Dupcie trzeba sobie zasłużyć)
Wracając do tematu przewodniego chcemy dziś zaprezentować Wam pewną książkę. Nie róbcie oczu jak pięć złotych - zdarza się nam czytać. Oddajemy głos czytelnikowi.
Zabierając się do napisania małego co nieco o tym, przyznam, że musiałem zerknąć co sądzą o tej książce inni czytelnicy. Pierwszy raz chyba zdarza mi się zgodzić z dziennikarzem Gówna Prawdy (Gazety Wyborczej) - ta książka jest zwyczajnie mdła. Zastanawiam się nad pozwaniem do sądu autora tego czegoś, za to że zmarnował część mojego życia na przeczytanie "Gangreny".
Elementy świata przedstawionego w Gangrenie:
- czas i miejsce akcji: wagina, odbyt, usta o każdej porze dnia i nocy;
- bohaterowie: fallus (łac. phallus).
Tak moi drodzy. Książka opowiada o perypetiach kutacza. W zasadzie autor popisał się tutaj niesamowitymi zdolnościami personifikacji męskiego narządu rozrodczego bohatera, co nie zmienia faktu, że zrobił to w sposób nieudolny. Zapewne celem nadrzędnym było stworzenie książki obrzydliwej do granic możliwości, o której będą grzmiały wszelkie organizacje kościelne, wpisując ją na listę tworów zakazanych. Czegoś takiego Gangrena nie doświadczyła.
I kilka słów o treści na okładce. "Dawid Kornaga jest skłonny do depresji". Rozumiem, że to miał być taki zabieg usprawiedliwiający nieco te wypociny.
Ocena będzie jednostkowa, gdyż nie znam całej twórczości Kornagi.
Ocena: 0 Dupci Maryny (na Dupcie trzeba sobie zasłużyć)
sobota, 29 stycznia 2011
Graveland "Prawo Stali"
Naczelny szabrownik Lasów Państwowych znów w akcji! To, że Rob Darken na brak wolnego czasu nie narzeka świadczy m.in. jego bogata dyskografia. I kiedy tak śmiertelnicy brodzą w tym morzu albumów, dostrzegają światełko w tunelu aka Prawo Stali. Pomijamy tutaj wszelkie ideologiczne kwestie Roba, skupiamy się tylko na tym wydawnictwie - a ono jest całkiem dobre. Totalna rozpierducha w umyśle. Szczerze mówiąc nie spodziewaliśmy się tego po Graveland.
Ocena: 7 Dupci Maryny (7/10)
I jeszcze słowem końca. Nie jest prawdą, że jakoby wokal Roba brzmiał jakby jeździł zębami po tarce do sera. Da się wyłapać wiele słów w utworach.
wtorek, 11 stycznia 2011
Abs Conditus "Noc długich noży"
Nie musimy chyba wyjaśniać w jakich to kategoriach lirycznych obraca się (obracał się) Abs Conditus. Jest to projekt niejakiego Obscenusa. Metal Archives podaje informację o śmierci tego osobnika anno satana 2008. No ale do rzeczy. Noc długich noży to porcja zagranego w starym stylu black metalu, przesiąkniętego skowyciem o potrzebie unicestwienia Żydów. Polecam wszelkiej maści faszystom.
Sama muzyka - prosta. Mimo wszystko da się coś tam usłyszeć.
Ocena: 5 Dupci Maryny (5/10)
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Mordhell "Cut Yourself And Die"
Nie nie moi drodzy samobójcy. Na pewno nie potniecie się przy tym.
-W związku z licznymi mejlami wysyłanymi do nas przez naszych fanów pragniemy wyjaśnić: nie możemy pisać częściej gdyż brakuje nam czasu a jak wiadomo świat się sam nie podbije.-
Wracając do Mordhella, nikt z redakcji także nie zamierza się ciąć aczkolwiek ta sikorka z okładki wydaje się całkiem smakowita. Nie będziemy już pisać o tym skąd zespół czerpie inspiracje bo znajdziecie o tym informacje dosłownie wszędzie. Tu... Ocenia się muzykę... A ta jest chujowa.
Ocena: 4 Dupcie Maryny (4/10)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








